sobota, 18 grudnia 2010

Tuning po amerykańsku

I wreszcie mnie dopadło - samochód mi się znudził. Może warto zmienić na inny, nowszy, mocniejszy. A może zrezygnować z terenówki i kupić limuzynę, a może dla odmiany auto sportowe? No i właśnie tak chodzę i kombinuje i nie wiem, i nie mogę się zdecydować.
Doszedłem zatem do wniosku, ze pora jeszcze poczekać - jak widać na decyzję i ten jedyny słuszny pomysł czas jeszcze nie nadszedł. Czyli może trzeba przemyśleć usprawnienie/modyfikację obecnie posiadanego pojazdu? Nie interesuje mnie tzw. tuning optyczny więc skupiłem się na parametrach trakcyjnych. Jednak poszukiwanie warsztatu, który zna się na silnikach Blazera w Polsce na tyle, żeby przeprowadzić profesjonalny tuning to dosyć trudne zadanie.
Poszukiwania na forach w USA dały jednak interesujący pomysł do rozważenia. Otóż jest firma, która pozwala lepiej wykorzystać parametry silnika w oparciu o modyfikację oprogramowania komputera silnika. Firma ta to Hypertech http://www.hypertech.com. W ofercie mają produkty do silników diesla i benzynowych, między innymi do samochodów General Motors, Forda, Dodge, Jeepa, Mazdy czy Nissana. Jest możliwa optymalizacja ustawień silnika dla benzyny regular lub premium - w tym przypadku zysk mocy jest większy. Rozwiązania Hypertech umożliwiają także korekcje średnicy kół (o ile zostały wymienione na takie o większej średnicy), zdjęcie blokady szybkości maksymalnej, zmianę momentu przełączania biegów lub też wyłączenie blokady obrotów maksymalnych silnika i wiele innych.
Ja zdecydowałem się Hypertech Max Energy dający największy przyrost mocy i momentu obrotowego. Urządzenie podłącza się poprzez złącze OBD II. do każdego modelu Hypertech jest dedykowanych kilka modeli samochodów. Niekiedy jest konieczne ściągnięcie z internetu odpowiedniego oprogramowania dla danego rocznika samochodu - jednak procedura ta jest bardzo prosta. Wgranie oprogramowania też jest banalnie proste. Najpierw urządzenie rozpoznaje samochód i zapisuje sobie jego VIN. Później kasowane są błędy zapisane w pamięci sterownika i wtedy oprogramowanie oryginalne zostaje zapisane w pamięci urządzenia. Następnie - zgodnie z wybranymi opcjami i parametrami - zostaje wgrane nowe oprogramowanie. Cała procedura zajmuje około 15 minut.
Urządzenie po użyciu zostaje zablokowane do użytku tylko z jednym konkretnym samochodem. Aby móc je użyć z innym należy wgrać ponownie oprogramowanie oryginalne i w ten sposób odblokować Hypertech Max Energy.
Koszt urządzenia w moim przypadku to było 830zł, oraz cło i VAT co wraz z obsługą celną wyniosło około 1.250zł. Nie wydaje się to jakaś wygórowana kwota za kilkanaście koni mocy więcej.
Wrażenia z jazdy potwierdzają przyrost mocy i momentu obrotowego.
Aby poprawie parametrów silnika towarzyszyła poprawa parametrów układu hamulcowego założyłem na przednią oś tarcze EBC Turbo Groove wraz z klockami dla SUV a serii Greenstuff i jakość hamowania wreszcie jest zadowalająca.
Teraz zobaczymy jak z trwałością zastosowanych rozwiązań.

sobota, 4 grudnia 2010

Części - jak kupować, jak sprowadzać.

Oczywiście można kupić potrzebne części i materiały eksploatacyjne w Polsce. W przypadku żarówek, oleju czy filtrów można je z reguły kupić w każdym nieco lepszym sklepie motoryzacyjnym. Niechlubnym wyjątkiem są tu sklepy sieciowe typu Feu Vert.
W przypadku klocków hamulcowych, czy bardziej typowych elementów takich jak części zawieszenia, uszczelki czy na przykład osprzętu sinika w każdym dużym mieście są sklepy specjalizujące się w sprzedaży takich podzespołów do samochodów amerykańskich. Zawsze tez pozostaje spory wybór sklepów internetowych. Aby nie robić kryptoreklamy wstrzymam się od podawania nazw ale wpisanie w wyszukiwarce hasła "części do samochodów amerykańskich" zwraca pokaźną liczbę wyników.
Problemem jednak przeważnie przy takich zakupach jest wąski wybór podzespołów. W USA każdy podzespół występuje w wielu wersjach wykonania wyprodukowanych przez różnych producentów - poczynając od najtańszych chińskich produktów, po markowe produkty amerykańskie, japońskie, czy europejskie. Różnica cen niejednokrotnie jest większa niż dziesięciokrotność ceny produktu najtańszego (np. produkt najtańszy kosztuje 3USD, a markowy 35USD). Przeważnie cena najgorszych chińskich podróbek w Polsce wynosi tyle co cena produktów markowych w USA. Zatem cóż łatwiejszego niż zakup bezpośrednio w USA. I tu niestety bywa różnie.
Poza ceną samego towaru trzeba doliczyć koszty przesyłki oraz cło (3%-5%) i VAT (22). Najtańsze drobiazgi nie będą obciążane ani cłem, ani podatkiem, ale już zakupy na poziomie 200-300USD będą. Dodatkowy element do wzięcia pod uwagę jest taki, że nie wszystkie sklepy wysyłają towary poza USA. Oczywiście ten problem także ma swoje rozwiązanie jednak kosztuje to dodatkowe opłaty i zabiera czas.
 Są też przypadki zupełnie beznadziejne - niezbyt często, ale jednak się zdarzają - gdy sklep nie przyjmuje opłat kartą wydaną przez bank poza USA, ani PayPalem spoza USA - tutaj już nikt poza wujkiem z ameryki nie pomoże.
A teraz słów kilka gdzie kupować. Sklep, w którym od lat robię zakupy i nigdy mnie nie zawiódł to Rock Auto http://www.rockauto.com . Sklep ma fenomenalnie wykonany katalog, dużo zdjęć towarów, bardzo duży wybór części. Przyjmują bez problemu płatności kartą i PayPalem. Wysyłają niestety tylko pocztą lotniczą - przeważnie najtaniej wychodzi FedEx lub zwykła poczta (US PS). FedEx i pocztę można monitorować śledząc przesyłkę w trakcie transportu - w FedEx do obioru przez adresata w Polsce, w US PS tylko do wyjścia przesyłki poza USA. Plusem FedExu jest to, że zaraz po nadaniu przesyłki wysyłają mailem dokumenty celne do wypełnienia (oświadczenie o zawartości, wartości i przeznaczeniu przesyłki). Wypełnione dokumenty (wraz ze skanem dowodu osobistego) można odesłać faksem lub mailem. Przesyłka jest clona bez dodatkowych opłat. Czas od wysłania do odbioru przesyłki to około 1 tygodnia. W przypadku przesyłki pocztowej dokumenty celne docierają listem poleconym i tą samą drogą co niestety znacznie wydłuża czas odbioru części. Odprawa celna jest wykonywana bez dodatkowych opłat. Jeżeli wartość części jest niska i nie podlega ocleniu to wtedy czas przesyłki zajmuje około 5 dni (mój rekord to 3 dni). Jednak wszystkie podane czasy ulegają znacznemu wydłużeniu w okolicy świąt Bożego Narodzenia. Minusem RockAuto jest to, że często części wysyłają z różnych magazynów i wtedy koszty przesyłki i  procedurę celno-podatkową trzeba przeprowadzić dla każdej przesyłki oddzielnie. Jednak trzeba przyznać, że w koszyku jest dokładnie zaznaczone, które towary są wysyłane, z którego magazynu.
Jeśli danego towaru nie ma w RockAuto to bardzo prawdopodobne jest, że występuje on tylko jako oryginał w sieci dilerskiej producenta. Tu z pomocą może przyjść serwis parts.com htttp://www.parts.com ,  który jest metakatalogiem części wszystkich producentów amerykańskich. Parts nie wysyła podzespołów do Polski trzeba więc skorzystać z pośrednika. Obecnie pojawia się coraz więcej firm oferujących usługi typu kupię Ci na zlecenie rzecz w USA i wyśle do Polski. Niestety sporo z tych firm to tzw. działalność jednoosobowa bez żadnej historii jako firma. Ja osobiście bałbym się powierzyć swoje pieniądze takiej firmie. Wiele z tych firm nie zgadza się na sama wysyłkę - chcą kupić towar pobierając prowizję - z reguły około 20%, i dodatkowo pobrać opłatę za wysyłkę. Ja od lat korzystam z usług firmy PolAmer http://www.polameronline.com ,  która nie jest zbyt nowoczesna w podejściu do klienta ale ma kilka zasadniczych zalet. Te zalety to: wiarygodność - są na rynku od lat, możliwość zapłaty za przesyłkę karta lub PayPal, śledzenie przesyłki oraz możliwość wybór czy towar ma być wysłany droga lotniczą (szybciej), czy morską (znacznie taniej, szczególnie w przypadku części takich jak np. oblachowania - wtedy nawet kupując na RockAuto lepiej skorzystać z wysyłki do Polski przez PolAmer). Niestety PolAmer dokumenty celne przesyła i odbiera pocztą co powoduje, ze przesyłka tkwi dosyć długo w urzędzie celnym w Polsce (chyba, ze ma zbyt niską wartość celną - wtedy jest przekazywana szybko). Co więcej poza cłem i VAT PolAmer pobiera koszty odprawy celnej - co najmniej 130zł, ale częściej oscyluje ona w okolicy 200zł (w FedEx i na poczcie odprawa jest darmowa).
Innym dobrym źródłem części jest eBay http://www.ebay.com . Tu jednak wybór formy przesyłki to kwestia indywidualnych uzgodnień kupującego ze sprzedającym.
W razie aut nietypowych zawsze pozostaje kontakt mailowy z dealerem - z reguły wysyłają części. Ja w ten sposób sprowadzałem swego czasu części do Infinity.
Należy jednak pamiętać, że językiem komunikacji w opisanych powyżej sklepach jest język angielski. Co prawda w RockAuto była swego czasu możliwość obsługi po polsku, jednak katalog i nazwy części są w językach: angielski, niemiecki, francuski, hiszpański i koreański.
Warto zawsze sprawdzić ceny części (wraz z przesyłką) w różnych opcjach i wybrać wariant optymalny.

sobota, 20 listopada 2010

Trochę minusów

Dziś (pewnie ze względu na paskudną pogodę) trochę o minusach samochodów z USA. Oczywiście wszelkie generalizacje ą tu tak jak i w każdym innym przypadku bardzo ryzykowne. No bo trudno powiedzieć, że samochody amerykańskie np. bardziej lub mniej się psują. Jedne modele są bardziej awaryjne, a inne mniej. Jednak wydaje się, że są pewne wspólne cechy i specyfika tych pojazdów powoduje, że są także pewne wspólne minusy.

Jeżeli miałbym te minusy opisać jednym zdaniem to ująłbym to jako niedogodności związane z wciąż niezbyt częstym występowaniem takich pojazdów w Polsce. A teraz pora na przykłady i wyjaśnienie. Ostatnio podczas montażu w amerykańskiej wersji Forda Explorera europejskich reflektorów uszkodziliśmy żarówkę świateł pozycyjnych. Niestety było to w sobotę pod wieczór więc żaden tzw. porządny sklep motoryzacyjny nie był już otwarty. Mimo, że była to najbardziej typowa dwuwłóknowa żarówka 3157 przezroczysta (nie żółta), która może być użyta praktycznie we wszystkich lampach poza reflektorami (pozycje, stop, kierunkowskazy, cofania) to była ona niedostępna na stacjach benzynowych, w FeuVert, w Praktikerze ani w Castoramie. Nie wiem dlaczego te żarówki nie są powszechnie dostępne tak jak choćby H1. Problem chyba w mentalności działów zakupów tych sieci, które w ogóle nie widzą samochodów amerykańskich i ich posiadaczy jako celu rynkowego dla swojej oferty sprzedażowej. Jest to o tyle dziwne, że w pobliskim malutkim sklepie motoryzacyjnym są dostępne te i inne żarówki do samochodów amerykańskich i ponoć powoli ale w miarę równomiernie się sprzedają.

Tak więc widać, że po prostu pewne części eksploatacyjne do "amerykanów" nie ą dostępne od ręki i może to sprawić kłopot gdy np. gdzieś w niedużej miejscowości musimy nagle zmienić klocki hamulcowe lub pasek wieloklinowy - problemem może być nawet indentyfikacja części z braku powszechnie dostępnych katalogów z częściami do samochodów amerykańskich.

Inny problem to brak w wielu warsztatach podstawowych informacji regulacyjnych. Jeśli nie jest to warsztat specjalizujący się w samochodach made in USA to może nie wiedzieć jakie powinny być przykładowo nastawy geometrii zawieszenia. Niestety warsztaty zajmujące się samochodami amerykańskimi często mają problemy z jakością usług oraz stosują bardzo wyśrubowane cenniki. Dlatego ja sam w internecie znajduję dane do swoich samochodów i tak wyposażony udaję się do solidnego warsztatu, który nie specjalizuje się w amerykanach ale solidnie naprawa samochody. Na szczęście rosnąca popularność takich pojazdów powoduje, że coraz więcej warsztatów posiada konieczne dane i dostęp do części.

Kolejny minus to podejście ubezpieczycieli. Na szczęście to również się zmienia, ale w wielu firmach nadal pokutują zwyżki za AC jeśli samochód jest amerykański.

I to chyba tyle minusów. Chyba niezbyt wiele.

środa, 10 listopada 2010

Awaryjne, czy nie

Myślę, że to pytanie stawia sobie wiele osób, szczególnie tych, które dopiero stają przed decyzją czy nabyć samochód made in USA, czy może nie.

Odpowiedź na pewno nie jest jednoznaczna, ani identyczna dla każdej marki i modelu. Generalnie jednak można stwierdzić, że samochody z Ameryki są dość przeciętnie awaryjne. Nie są to auta japońskie sprzed dekady gdzie słowo awaria praktycznie nie istniało, ale również nie są to samochody, które co chwila wymagają wizyty u mechanika.

Warto tu też podkreślić, że prawo federalne w USA wymaga aby pewne typy awarii nie unieruchamiały samochodu na miejscu tylko pozwalały dojechać do najbliższego warsztatu - co oznacza niekiedy kilkaset mil. Awaria unieruchamiająca samochód np. w Dolinie Śmierci w Kalifornii mogła by stanowić zagrożenie dla życia pasażerów więc nie są to żarty.

Druga sprawa ważna przy serwisowaniu samochodów w USA to poziom mechaników. Niekiedy mechanicy nie mają żadnego formalnego wykształcenia (szczególnie gdzieś na środkowym zachodzie, we wsiach i małych miasteczkach) i raczej potrafią coś wymienić niż naprawić. Producenci aut w Ameryce wzięli to pod uwagę i raczej sprzedają całe elementy wprost do odkręcenia i wymiany, a nie napraw. Przykładowo gdy ostatnio uległa u mnie awarii tuleja pazura kierowniczego (pitman arm) to nie wymienia się tulei tylko cały pazur z tuleją.

Części do samochodu dobiera się wg numerów części zamieszczanych w katalogach lub na stronach producentów wprost po numerze VIN (np. na stronie należącego do GM - AC Delco). Części można kupować w sklepach lub u sprzedawców internetowych. Z reguły dana część jest dostępna od wielu producentów, w różnych cenach. Ów wspomniany pitman arm kosztuje od 12USD do 52USD w zależności od producenta i wersji. Najtańsze części z reguły są wyprodukowane w Chinach i raczej na zbyt długo nie wystarczają. Zakupiłem kiedyś takie tanie piasty kół i już po 1000km uległy awarii. Później nabyłem piasty oryginalne - producenta części do pierwszego montażu i jak na razie służą mi od 40.000km. I właśnie tak szeroka oferta części - paradoksalnie - przyczynia się do kiepskiej opinii, o samochodach amerykańskich w Polsce. Niestety ale w Polsce klient głównie sprawdza cenę i wybiera części najtańsze. Zatem w ofercie sklepów (w tym internetowych) w Polsce gros części to części "made in China". Nawet marku kreowane na wyższy poziom - jak choćby Raybestos - mimo nominalnie amerykańskiego rodowodu są wytwarzane w Chinach i jakością nie przystają do produktów faktycznie wytworzonych w USA, Kanadzie czy nawet Europie (tak w Europie i nawet w Polsce wykonuje się pewne podzespoły do aut amerykańskich). Kupując do naprawy tanie chińskie zamienniki mamy pewność, że wkrótce znowu trafimy do mechanika z tym samym problemem - a opinia o awaryjnych i kiepskich jakościowo samochodach amerykańskich zostanie ugruntowana.

Co zatem robić? Szukać części renomowanych producentów, kupować oryginały lub części lepsze od oryginałów - niekiedy niezależni producenci poprawią pierwotne błędy i eliminują słabe strony oryginalnych produktów. Przykładowo taką serię części ma w ofercie firma Moog (Federal Mogul) i nazwała ją Problem Solver. Inną politykę prowadzi firma Cardone - wykorzystując obudowy i elementy wymagające dużej ilości surowca, a niepodlegające zużyciu w trakcie eksploatacji, profesjonalnie regeneruje podzespoły także niekiedy usuwając błędy pierwotnego producenta części.

Niestety większość części o wysokiej jakości jest niedostępna od ręki w Polsce i trzeba je sprowadzić wprost z USA. Na szczęście coraz więcej sklepów prowadzi bez problemu sprzedaż wprost do Polski. Cenowo też nie wychodzi to bardzo źle bowiem części sprzedawane w Polsce są często sprzedawane po kursie 10zł za 1USD więc nawet doliczając wyższą cenę, cło, VAT i koszty transportu zapłacimy 2 x więcej za renomowany produkt sprowadzony z USA, aniżeli za chiński zamiennik kupiony w Polsce.

O tym skąd sprowadzać, jak przesyłać, jakie obowiązują formalności już niedługo.

sobota, 6 listopada 2010

Przepisy, przepisy...

A dokładniej przepisy i wymagane przeróbki samochodów z USA rejestrowanych w Polsce. Otóż niestety jest tu wielki bałagan i pole do najróżniejszych interpretacji.

Śledziłem przez pewien czas dyskusje na forum polskich diagnostów. Okazało się, że czytając przepisy literalnie można w Polsce zarejestrować tylko nowy samochód z USA. Wynika to z niejasności przepisów mówiących o możliwości sprowadzenia i zarejestrowania w Polsce przez osobę fizyczna raz w roku samochodu bez homologacji europejskiej. Niestety ale samochody amerykańskie produkowane na rynek amerykański (a nie wersje europejskie np. Jeepa, czy Chevroleta USA) nie są poddawane procesowi homologacji w Europie. Przepis mówiący o możliwości sprowadzenia takiego samochodu raz w roku jest na tyle nieprecyzyjny, że może być odczytywany, ze dotyczy tylko samochodów nowych.

Jednak zakładając, że intencją ustawodawcy było dopuszczenie sprowadzenia samochodów bez homologacji w ilości 1 na rok dla osoby fizycznej, bez ograniczenia tylko do samochodów nowych, to każdy samochód jeżdżący wcześniej w USA trzeba dostosować do polskich przepisów. Tu znowu są różne podejścia diagnostów - jedni wymagają, aby zamontowane części dostosowujące pojazd do przepisów europejskich miały homologacje europejską, a inni tylko sprawdzają ich działanie - czy jest zgodne z polskimi przepisami.

A zatem co należy zmienić:

- kierunkowskazy tył - nie mogą być czerwone tylko żółte i nie mogą być łączone z innymi funkcjami lamp tylnych np. pozycja lub światło stop; często wstawia się żółte żarówki w klosze cofania, a lampę cofania dokłada oddzielnie np. od Fiata 126p. Niestety niejednokrotnie zamiast dwóch żarówek kierunkowskazu na stronę pozostaje wtedy po jednej, aby zestaw mrugał z odpowiednią częstotliwością można wymieniać przerywacz lub (co wydaje się mniejszą ingerencję w cały układ) dodać specjalny rezystor zastępujący usuniętą żarówkę;

- musi być tylne, czerwone światło przeciwmgielne - można założyć takie z Fiata 126p;

- z przodu kierunkowskazy nie mogą być podświetlane w stanie spoczynku (słabsze włókno żarówki dwuwłóknowej), i nie mogą mrugać naprzemiennie z obrysówkami;

- światła pozycyjne muszą z przodu być białe, a nie żółte - tu z reguły wystarcza wymiana żarówek;

- reflektory muszą być asymetryczne; tu jest kilka opcji postępowania; najprościej zakupić reflektory od europejskiej wersji modelu (czasem trzeba wtedy też wymienić ramki mocowania) - jest to możliwe np. w Chevrolecie Blazerze, Fordze Explorerze, czy Dodge'u Caravanie - tu zyskujemy reflektory z homologacja europejską - duży plus przy przeglądach; inna opcja to wypolerowanie szkieł reflektorów i wstawienie w środek europejskich soczewek - opcja dobra o ile zostanie wykonana porządnie, a nie przy pomocy taśmy klejącej; można też kupić gotowe reflektory soczewkowe z USA - co ciekawe wiele z nich od razu świeci asymetrycznie (!), w przeciwnym wypadku można wymienić sam wkład soczewkowy lub po prostu podciąć przesłonę;

- lusterka zewnętrzne powinny być składane lub sprężynowe - ma to chronić pieszego w razie wypadku; w USA z reguły są sztywne; często można dobrać zamiennik z wersji europejskiej tego lub zbliżonego modelu (np. do Pontiaca Grand Am pasują od Chevroleta Alero) lub dopasować zbliżone europejskie; jeśli lusterka są obłe i w miarę przylegające do nadwozia to z reguły diagnosta nie robi problemów nawet jeśli są sztywne;

- wylot rury wydechowej nie może być skierowany w prawo; nie znaczy to, że wylot wydechu nie może być po prawej stronie samochodu - owszem może, tylko musi być skierowany do tyłu, a nie w kierunku pobocza.

I tylko (lub aż) tyle przeróbek. Czy trzeba je wprowadzać - to już decyzja indywidualna. Z jednej strony coraz więcej widać u nas samochodów z jakże pięknym, acz całkowicie nieprzepisowym oświetleniem amerykańskim np. migające czerwone pozycje z tyłu (często wspólne ze światłem stopu), a z drugiej zdarzają się akcje policji tak jak kilka lat temu w Zachodniopomorskiem gdzie sprawdzano znaki homologacji na szybach samochodów amerykańskich i jak nie miały znaków europejskich to zabierano dowody rejestracyjne i samochody musiały dalej jechać na lawecie.

Ja zawsze swoje czy znajomych samochody dostosowuję do przepisów wybierając w pierwszej kolejności części z homologacją europejska, a o ile takich nie ma to wtedy skupiam się na tym, żeby działanie było zgodne z polskimi przepisami. Wydaje się to rozsądnym kompromisem.

Jeśli ktoś sprowadzi samochód wyjątkowy, np. zabytkowy lub unikatowy może wystąpić do Ministerstwa Infrastruktury o zgodę na odstępstwo od warunków jakie muszą spełniać pojazdy dopuszczone do ruchu w Polsce i jest duża szansa, że takie odstępstwo dostanie.

I tylko pomarzyć, że nie jest jak w Niemczech, gdzie wpis w dowodzie rejestracyjnym, że samochód jest amerykański pozwala na zachowanie oryginalnego oświetlenia, a nawet dostępne sa tablice rejestracyjne dostosowane rozmiarem do samochodów amerykańskich. Ale u nas zawsze musi być bardziej europejsko niż w starej UE.

czwartek, 4 listopada 2010

Brawo dla Forda

Miałem ostatnio styczność z leciwym Fordem Explorerem. Samochód z 1999 roku (model 2000) sprowadzony pół roku wcześniej do Polski i tu zarejestrowany. Pierwszy polski właściciel zniechęcił się do samochodu (ponoć za duży jak dla kobiety) i samochód został sprzedany.

Samochód w stanie bardzo dobrym - pomimo rocznika, przebieg rzeczywisty to tylko 70.000km, żadnych stłuczek, czy wypadków.

Po sprawdzeniu w Carfax okazało się, że samochód podlegał 3 akcjom nawrotowym:
- słynna sprawa wadliwych opon, na których Explorery się przewracały
- wadliwy włącznik świateł stop (groził zwarciem i pożarem)
- wadliwe mocowanie fotela kierowcy (konieczna wymiana jednej śruby na mocniejszą).

Właściciel w USA zgłosił się tylko na wymianę opon, pozostałe dwie akcje nie zostały przeprowadzone. Szybki mail do Ford USA i... uzyskałem informację, że mogę przeprowadzić pozostałe dwie akcje u dowolnego dealera Forda, Mercurego lub Lincolna na całym świecie. Nie było żadnych ograniczeń typu "tylko na terenie USA".

Lekko wątpiąc skontaktowałem się z serwisem Ford Mieszek w Łodzi i... bez problemu zostałem umówiony na wstępne oględziny (ponoć jest kilka wersji siedzeń i konieczne były oględziny tego konkretnego samochodu, aby stwierdzić jakie usprawnienie będzie konieczne).

Kilka dni po oględzinach otrzymałem telefon z serwisu i zostałem zaproszony na wymianę elementów w ramach akcji Forda. Wszystko co było konieczne zostało wymienione, sprawnie i bezpłatnie. Brawo dla Forda za to, że nie potraktował samochodu z rynku USA w Europie jak intruza tylko obsłużył z pełnym profesjonalizmem.

wtorek, 2 listopada 2010

Bezpieczeństwo zakupu

Jakiś czas temu przeczytałem na Goldenline wątek o tym jak sprawdzać samochody używane przed zakupem. Okazuje się, że teraz nawet w krajach tzw. zachodnich trudno jest kupić używany samochód od uczciwego sprzedawcy. Niestety w UE nadal nie ma możliwości weryfikacji przebiegu i historii samochodów. Jedynym wyjątkiem jest Szwecja gdzie po numerach rejestracyjnych można sprawdzić historię i przebieg pojazdu.

A co to ma do samochodów amerykańskich? Otóż w USA od dawna jest coś takiego jak Carfax: http://www.carfax.com gdzie za stosunkowo niewielką opłatą można zweryfikować historię samochodu. Co więcej jeśli samochód nie budzi wątpliwości serwisu Carfax można otrzymać gwarancję zakupu obejmującą ochronę konsumenta jeśli w bazie Carfax był błąd i samochód zakupiony jako bezwypadkowy jednak bezwypadkowym nie jest.

Co ciekawe o ile samochód podlegał akcjom naprawczym to również o tym znajdziemy informację w Carfax. Niestety zjednoczona Europa nie jest w stanie zaoferować podobnej usługi, a co dziwniejsze koncerny samochodowe niejednokrotnie sprawiają wrażenie, że chcą utrudnić dostęp do danych o historii samochodu.

Cóż zatem pozostaje kupującym? Ano chyba tylko głosować portfelami i kupować samochody z USA.